Wherever You Go, Whatever You Do I Will Be Right Here Waiting For You
...
Zak³adki:
.
Blogi odwiedzane
Moje zdjecie
Muzyka
Polecane
Znajome photoblogi
|
pi±tek, 21 listopada 2008
¦wiaty...
Kolejny raz zaczynam od nowa. Znów wyrzucam to co zbêdne z mego ¿ycia. Po raz n-ty my¶lê by zmieniæ zasady tej gry, lecz po có¿? I tak wszystko skoñczy siê tak samo.
Wyczekuj±c ka¿dej minuty by siê z Tob± spotkaæ. Poczuæ Twój zapach, zobaczyæ Twój u¶miech. A to tylko gra pozorów. I na tym siê koñczy.
Bywasz bardziej nieobliczalny ni¿ mog³am to sobie wyobraziæ. My¶la³am, ze to ja jestem geniuszem, ¯e to ja jestem ta najlepsza i najmniej przewidywalna. Czy¿bym siê myli³a?
Bo jeste¶ mym guru. Bo nie wa¿ne to co powinno byæ wa¿ne, gdy w grê wchodzi spêdziæ z Tob± pare minut. Bo nie wa¿ny jest ca³y ¶wiat. Tylko Twoje ³agodne spojrzenie.
A ja znów my¶la³em, ¿e to bêdzie inna bajka. Du¿o siê w sumie nie pomyli³am. Jest inaczej, jest wyj±tkowo. I chwile z Tob±, s± jedyne w swoim rodzaju.
Tego ¶wiata jeszcze nie zna³am, Z tego ¶wiata nie chce siê wydostaæ. Bo po malutku, to jest mój ¶wiat, który kiedy¶ by³ Twoim.
Tylko powierz mi siebie, Tylko spróbuj mi bardziej zaufaæ. Ja nie bêdê raniæ, ju¿ wystarczy.
... Bo wystarczaj±co zterroryzowali¶my nasze ¶wiaty.
pi±tek, 23 maja 2008
Zastanawialam sie ostatnio jak sie zmienia ludzki charakter. Na jakiej zasadzie. Mowi sie czasem, ze ktos sie cofa w rozwoju, a w skali wieku idzie w gore. Na jakiej zasadzie sie tak mysli? I co ma na to wplyw? Po dluzszym namysle stwierdzam, ze srodowisko. Jak zwykle. Gdyby ktos przez cale zycie obcowal w tym samym otoczeniu i tak by sie zmienil. Dlaczego? Bo grupa by sie soba nie znudzic sama zaczela by sie zmieniac. Choby poczawszy od zmiany miejsc spotkan, przywitania itp itd. Ale nie o tym chcialam. Chcialam o zmianie charaktru. Glownie chcialam sie zastanowic CO i byc moze KTO tak wplynal na to kim jest teraz. Na to jakimi priorytetami sie posluguje przy podejmowaniu decyzji. Jaka jestem? Uwazam, ze mam silny charakter. Bardzo silny i uparty. Czesto podejmuje decyzje pochopnie, ale mimo wszystko ich nie zaluje. Wychodze z zalozenia, ze nie moge zalowac zadnego kroku ktory zrobilam, bo bym musiala usiasc w miejscu i sie poplakac. Nie o to chodzi. Na pierwszy rzut oka jestem arogancka. Gdy na kims mi nie zalezy traktuje go z buta. Nie wazne co ma do powiedzenia. Pogadales? To spadaj. Ale jestem rowniez wyrozumiala. Potrafie pojac, znajlepsza pociecha w zlych chwilach, dla przyjaciela, jest sama moja obecnosc i cisza. Bo przeciez beznadziejne gadanie 'wszystko bedzie dobrze' jak dla mnie, zamiast poprawiac humor to tylko dobija i chce sie az krzyknac 'KIEDY DO CHOLERY', lagodnie to ujmujac. Nie wiem czy jestem ambitna. To zalezy od dnia i, doslownie, mojego humoru. Czasem lubie sobie wszystko poolewac, luz blus byle do przodu. A czasem za wszelka cene chce cos osiagnac. Momentami bywam nachalna. To silniejsze ode mnie. Ale kiedy sie na tym lapie potrafie powiedziec sobie stop. Moge sie glosno przyznac, ze nie szanuje facetow. Moze paru ktorzy cos dla mnie znacza (sa gdy potrzebuje pomocy tzw przyjaciele). Poprostu stracilam do nich szacunek i tyle. Facet moze sie bawic dziewczyna? To czemu dziewczyna nie moze nim? Tez potrafie grac w ta gre i tyle. A teraz pytanie, co lub kto tak wplynelo na to ze taka jestem. Bo np kiedys bylam doslownym przeciwienstwem siebie. Gdyby kazde powyzsze zdanie napisac odwrotnie to byscie mieli obraz mnie jeszce z przed dwoch lat? Mysle, ze ludzie. A raczej jedna osoba. Poprostu obserwujac kogos mozna zobaczyc w nim siebie. I zmienic sie nieswiadomie. Czasem jednak gdy probujemy sie zmieniac swiadomie, zadko to wychodzi. Przewaznie paujemy sie w jeszcze wieksze klopoty. Wiec o to tak naprawde chodzi z tym charakterem? Chyba o to, ze nie wazne jaki kto jest, zawsze powinien pamietac by szanowac innych. Ja jednak tak nie potrafie...
¶roda, 23 kwietnia 2008
Znieczulenie
Czy wiesz ile minut minelo? Nie pytaj od czego, Powiedz mi ile... Nie mysl o naszym ostatnim spotkaniu, Powiedz mi ile minut... Bo widzisz, sam naprawde nie wiesz. To mnie cieszy, Lubie gdy jestes przybity niewiedza. Przestan juz myslec o tych minutach. I tak sie nie doliczysz. Mowisz 'o co ci chodzi? do czego zmierzasz?' Jakbys odpowiedzi najoczywistszych nie znal... Przestac czuc, moj odwieczny cel... Wiem, ze sie mnie boisz. Nie znosisz tej nieczulosci. Kochaj mnie, usmiechnij sie czule. Za czesto tak mawiasz. Wole, szyderczy usmieszek. Nawet nie wiesz, ze to w nim sie zakochales. On Cie zwabil, A teraz zniszczy do konca, Wlasny egoizm. Wlasne darzenie do nieczulosci. Lecz co ze mna bedzie... Gdy naprawde mnie zostawisz? Nie krzykne za Toba, Uniesie sie w powietrzu gluchy jek.
¶roda, 27 lutego 2008
...
Tak bym chciala tyle nie myslec. Nie zanurzac sie kazdej nocy we wspomnieniach. Nie odliczac dni do niewiadomo czego. Minut do nie wiadomo jakich chwil. Przestac oddychac dla Ciebie. Tak poprostu zyc dla siebie. Bys nie byl celem mych krokow. Lecz... Przeciez to mi nie ciazy. To mi dodaje sil. Jakos latwiej mi sie wstaje rano. Mimo to chcialabym przestac tak zyc. Chyba, ze mnie utwierdzisz w przekonaniu, ze warto. Poki co... Podziekuje Panu za taki stan rzeczy.
¶roda, 14 listopada 2007
Zapozno.
Codzien stawiam nowe kroki. Codzien probuje podniesc sie. Lecz to nie jest proste, Kiedy wiem ze po ruinach stapac chce. Po ruinach zycia. Naszego wspolnego zycia. Nie da sie juz poskladac tego. Proste nie jest naprawienie bledow, Ktore zburzyly piekno. W niebo z dolu spogladam. Tyle gwiazd na niebie. Kiedys jedna dla mnie swiecila. Lecz teraz mysle, ze zniknelo w dziure. Ksiezyc juz tak nie blyszczy. Pozostala po nim ciemna plama. Nie jest latwo go rozswietlic. Potrzebuje dac mu troche ciepla. Lecz wciaz opadam na dno. I nie potrafie wspiac sie w gore. Tyle ciepla moglam dac Ci. Lecz nic z tym nie zrobilam. Zmarnowalam swoja szanse. Teraz moge tylko plakac. Zmarnowalam Twoja milosc. Teraz nic juz nie naprawie. Bo zapozno na przepraszam. Bo zapozno juz na zmiane. Bo zapozno by odzyskac to co piekne bylo w Nas. ...
niedziela, 11 listopada 2007
Gdy podasz...
Podales mi swa dlon. Czasem sie jej lapalam, a czasem patrzylam z odraza. Wciaz podchodziles ze spojrzeniem szczeniaka pytajac: Moze jednak przyjmiesz pomoc? Lecz ja jej nie potrzebowalam. Oboje o tym wiedzielismy. Potrzebowalam bata, Ktory nauczy szanowac. Ktory otworzy oczy. Probowales sercem dotknac mych oczu. Oswiecic mnie czym jest milosc. A ja spojrzeniem lagodnym probowalam oszukac Twoje serce. Odsunac Cie na chwile. Lecz i tak skutki nigdy nie byly takie jakich sie spodziewalam.
Teraz wiem... Daj mi swa dlon. Utule ja jak najcenniejszy skarb. Zloz mi swe serce. Pokaze, ze jest we mnie milosc. Nie czytaj kart zamknietej ksiegi. Przeszlosc tylko dezorientuje mnie! Nie moge prawidlowo funkcjonowac, Gdy na czole masz napis: Wciaz pamietam. Ja o tym wiem Kochany! Tego nie da sie zapomniec. Lecz... Moze stworzmy pozory niepamieci? A moze cos z tego wyjdzie? Jak myslisz?
... Gdy podasz mi swa dlon powtornie, Ogrzeje ja jak nigdy wczesniej. Gdy zlozysz mi swe serce, Nie zamkne go w zlotej klatce, Lecz poloze na czerwonej poduszce przy otwartym oknie.
niedziela, 07 pa¼dziernika 2007
:)
Wracam tutaj. Czas najwyzszy, bo chyba pomalu zapominam, po raz, jak sie pisze... po dwa czy to wazne? Zapewne pozniej o tym wspomne... Na rozgrzewke po kilku miesiecznej przerwie -> _________________________________________
Wspomnienia zakopac dzis chcialam. Nie wyszlo. Czy to dziwne? Zasmiac sie w glos bym mogla, I smiac do rana z samej siebie. Z mojego wysokiego poziomu intelektualnego, Z tego jak sobie radze z mysleniem. Bo... wszystko mogly by byc proste, jasne i oczywiste, A ja poprostu lubie komplikowac. Jest weselej, jest trudniej... Wiec zagladam w wspomnienia i naturalnie, Widze Ciebie. I kogos jeszcze. Wiadomo, nie jestes tam sam. Zawsze musi byc partner zabawy, ktory by od Ciebie odrywal ma uwage. Ten 'drugi' co zabiera mi duzo energii. A ja chce tylko o Tobie snic. Tylko z Toba zyc. Ale me myslenie... Jest zbyt skaplikowane, to wszystko by prosto zyc. I zasypiam znow chorujac. A chorobe ma zwe 'wspomnienia', Bo to nie jest piekne cierpiec wspominajac. To chore.
pi±tek, 03 sierpnia 2007
Historia... i nara
Zdazylo sie to tak spontanicznie. Nikt nic nie planowal. Na nic nie czekal. Kazdy mial ulozyne plany. Czy do konca? To juz nie istotne. Bylo milo. Wszystko bylo dla mnie, dla Ciebie. Nic nam nie bylo potrzeba. Byl smiech, tak czysty i radosny, ze nam wszyscy zazdroscili. Spacery wieczorne i skoki przez plot. Pamietasz? Ja nie zapomne tej drogi. Lecz nie bylo tak wesolo. Miales wczesniej ulozony plan. Myslalam, ze go zmieniles. Po co zmieniac skoro byl dobry? Wtraciles tylko maly rozdzial w ramach przerywnika. Malej rozrywki. Oderwania sie od planu. I zyles jak dziecko. Bo to byla przyjazn. Chcialabym powiedziec, ze czysta. Ale nie zrownam sie do Twojego poziomu i nie sklamie. To bylo cos wiecej niz przyjazn. I wiesz o tym tak samo dobrze jak ja. A w dzisiejszym wieku, To marna wymowke sobie wybrales. I nara.
czwartek, 02 sierpnia 2007
***
Juz za pozno bym Cie przepraszala. Wiem, Jaki blad popelnilam Naiwnie myslac, ze jest jak mysle. Ze cos wskoram. Bo gdy robie sie slaba. Nie karmisz mnie swym zartem, Usmiechem. Mam tysiac mysli na sekunde. Negatywnych mysli. Lecz nie w tym problem, moj drogi. W zycie je wprowadzam, To jest problem. I nie zasluguje na druga szanse? Przeciez to moj pierwszy blad...! A nie jestem (chyba) byle kim, By tak odejsc. I nawet glowy za mna nie odwrocisz. ...?
¶roda, 11 lipca 2007
*** [przestroga?]
Wyszlam z ukrycia. Nie tule sie do scian, Juz nie czuje z nimi powiazania. Kazde Twoje slowo traktuje z czcia. Poprostu lubie Twoj glos. Widziec na wyswietlaczu telefonu z rana Twoje imie. Wtedy pierwsza mysl do Ciebie mknie... Przepraszam. Ona i bez tego szuka Cie. Ha! Obezwladniasz mnie, wiesz? Kradniesz mnie, Lecz uwazaj na mnie. Nie zawsze jestem taka slodka, Lobuz ze mnie. Nie bede klamac mowiac, ze malutki. Nie zadziaj, wiesz? Moze Cie pokocham. Obezwlanie slodkim mrugnieciem oczka. Lecz nie probuj mnie oklamac. Serca zlamac... Nie dam Ci. Ugryze Cie najmocniej jak sie da. Pozytywnie mowiac... Badzmy soba bez knucia i kombinowania. Przeciez szkoda zepsuc to glupota. Bo jest slodko i beztrosko... Co nie?
wtorek, 03 lipca 2007
Skarb El Dorado
Chcialam z tym skonczyc. Bo nie potrafie pieknie pisac. Lecz gdybym umiala, napisalabym, ze... Czas przy Tobie mknie jak rakieta. A oczy gdy we mnie wpatruja lsnia jak gwiazd miliony. Powiedzialabym Ci, ze jestes ma osobista trucizna. Lecz co dnia chetnie sie Toba truje. Pozwalam obezwladniac moje cialo kawalek po kawalku. Gdybym tylko umiala... Niestety nie potrafie. Wiec powiem krotko. Moze nie za sensownie. Nie zbyt doglebnie. Ale... Jesli powiem, ze chwile przy Tobie sa zadkie i cenne jak skarb z El Dorado... Uwierzylbys mi?
***
Wciaz tu tkwiac. Nie potrafiac zamknac oczu, by spokojnie zanurzyc sie w magii nocy. Poprostu siegam do nieba. Dlonie wyciagam. Nie slyszysz mnie. W ciemnosci tone, szukajac sensu. Chce znalez to co szczescia wiecej da. Nie na zawsze, bo to nierealna wersja. Odrobinke. Bym slodki smak bycia topielcem poczuc mogla. Lecz ja nie moge. Zbyt twardo stapam. Zazadko sie otwieram. To nie sprawiedliwe, ze ty potrafisz. A ja? Siegam w gore, spogladajac przez ramie na twe zamkniete powieki. Spogladajac na wszystko czym dla mnie jestes. Tak latwo tutaj krzyczec i rozpaczac. Na krancu mego malego krolestwa. I konca nie widac. Nie widamo do czego to zmierza. Moze ty wiesz. Podpowiesz? Albo lepiej nie. Sama znajde sens. Zupelnie sama. Tak. Bo lubie ten goszki smak...
wtorek, 26 czerwca 2007
Sue...
Glebsze przemyslenia na marti4e.
zrob mi krzywde
Sciskam serce nie dajac mu odetchnac. Nie pozwalam zaciagnac sie zapachem milosci. Zadnej, stara nie pozwalam mu sie napawac, nowej nie dopuszcze. Zamknelam na klucz. Pukaj sobie. Wal piesciami. Chcesz, mozesz i krzyczec. I tak nikt Ci nie otworzy. Tylko zlosc sie poteguje. Na co? Wiadomo. Na to, ze milosc odtracam. Ze spogladam jak ja trace, Mowiac nowej jednoczesnie nie wchodz. Poprostu won ode mnie. W spokoju mnie zostawic, prosze. Nie, zadam, Zlam mnie. Zmien zasady. Poprostu zmien. Nie daje sie? Zmus. Poprostu skrzywdz by dotarlo.
wtorek, 12 czerwca 2007
decyzje.
Czasem pewne decyzje przynosza wewnetrzny spokoj. To az niesamowi jak po podjeciu decyzji opadaja emocje. Jak sie czlowiek uspokaja. I mimo wszystko nie zaluje. Poprostu. ... Bo we mnie kryje sie ptak. Moge byc, ale musze odleciec. Nie potrafie usiedziec w jednym miejscu. Zaczynam czuc zniewolenie, Choc go nie ma. Poprostu musze.
|